Rajd w Jaworznie – coś na dobry początek wakacji

Mieliśmy być na innych zawodach, ale jakoś tak się poskładało, że nie byliśmy :). Więc jak jest sobota, jest fajna impreza, to znaczy że jest fajny sposób na rozpoczęcie wakacji. Meldujemy się w Jaworznie i jak zwykle wybieramy najdłuższy wariant na rowerze. Tu jest to 50km w limicie 5 godzin. Odprawa, mapy, trochę gwiazdorzenia (czyli wywiad) i start!

20180714_093712

Czwarta edycja, czwarty raz obecni!

Wybieramy z Bartem trochę odmienny wariant. Razem lecimy na południe. Ja skręcam na Grodzisko, czarnym rowerowym, Bart leci dalej na PK11. Grodzisko zdobywam szybko, cofam się na PK 16 mijając nadbiegających piechurów. Ale ruch na szlaku! Odmierzam się na skręcie ale coś się nie zgadza… rzut oka na mapę – no tak, to 1:25000…

20180714_101043

Grodzisko z widokiem ❤

Na kapliczce PK16 jestem znów sama. Wybieram wariant przez Równą Górę, ale zjeżdżam za bardzo na wschód i wyjeżdżam koło cmentarza. Nie szkodzi, asfaltem się szybko nadrabia. Pod PK 15 mijam się z Bartem. On ma o jeden punkt więcej, szybko mu idzie! Znajduję brzozę i mam już trzy punkty. W nagrodę piękny przelot z wiatrem w plecy na PK 14. Tu też lampion trafiony bez pudła.

20180714_104814

Drżyjcie blade twarze!

Czeka mnie teraz przejazd na południe. Dobrze się kręci i mimo, że nie korzystam z opisów (są po drugiej stronie mapy) tu też nie mam problemów. Wyjeżdżam na małą łączkę, gdzieś tu powinien być punkt… o! przyczepa. PK13 zaliczony! Pstrykam pamiątkowe foto, przez chwilę poszukuję czerwonego szlaku, który nie zgadza się z rzeczywistością i decyduję się na asfalt. Zaczyna się jazda pod wiatr, ale nawet nie jest on tak strasznie dokuczliwy jak mógłby być.

20180714_104908

(mobilny?) PK13

Przejazd Krakowską to walka o życie. Po kolejnym idiocie, który mija mnie na gazetę, zjeżdżam na szutrowe pobocze. Akurat dwa dni temu minęła czwarta rocznica od wypadku, gdy właśnie omijający mnie nieco źle wyliczył sobie odległość. Dziękuję, nie chcę powtórki. Pojadę poboczem.

Próbuję wjechać na PK 10 od zaznaczonej na mapie drogi, ale nie ma jej. Najeżdżam więc od czerwonego pieszego i tamtędy docieram do masztu. Podbijając kartę widzę zdziwione spojrzenie przejeżdżającego kierowcy, który zastanawia się co robi samotny rower leżący gdzieś w krzakach niedaleko drogi…

20180714_112227

Na drugą stronę A4

Szybko załatwiam też PK11. Co prawda gubię się trochę w uliczkach (trwa remont), ale na szczęście jest punkt orientacyjny w postaci cmentarza. Przy altance pracują robotnicy. Punkt jest tuż obok na drzewie, ale nikt nie psuje zabawy. Nie ma podpowiedzi, muszę znaleźć sama.

20180714_111126

Pamiętając, że PK8 nie jest dla nas, ruszam na PK9. Błądzę po grobli, narażając się na opieprz (po groblach nie wolno jeździć rowerem, proszę prowadzić!), ale urok osobisty 😉 pozwala udobruchać pana i jednak pojechać we właściwym kierunku.

PK9 jest w okolicy zeszłorocznego punktu – na osiedlu domków-widmo. Tym razem przy starym kiosku. Mam. Połowinki. Pogoda się pięknie klaruje i wychodzi słońce. Zaczyna grzać.

20180714_112743

Zakaz jazdy po groblach!

Jadę dalej na PK 6, kiedy zauważam dwie dosyć istotne rzeczy. Po pierwsze, mam po drodze Przemszę. Można pewnie wpław, ale jak się nie da? Druga to PK7, które gdzieś mi umknęło. Psiocząc w myślach na własną nieuwagę zawracam i najpierw atakuję „znikającą” siódemkę. Podjazd w słońcu, ale widoki ekstra. Spotykam w końcu kilka osób. Zjazd całkiem miły, po drodze mijam ekipę z Miechowa. Bart już pewnie gdzieś na końcówce…

20180714_115620

Widoczek z Celinowej Góry, czyli PK 7 przy kapliczce

PK 6 najeżdżam od niebieskiego rowerowego, który po początkowych chaszczach okazuje się całkiem przyjemną ścieżką przez las. Przejeżdżam na drugą stronę autostrady i jadę na PK5. Tu chwilę czesania ruin – to jednak ten drugi budynek. Zostaje ostatnia czwórka do mety. Dolewam iso do bidonu i mogę jechać dalej. Grzeje już niemiłosiernie.

20180714_122309

Depresyjnie się zrobiło…

PK 4, 3 i 2 robię w takiej kolejności. Tu przynajmniej spotykam od czasu do czasu ludzi – są piechurzy i rowerzyści z krótkiej. Na czwórce spodziewam się potężnego drzewa – akacji, a na wale rośnie mikro-krzaczek 😊. Wracam do skrzyżowania, lecę na PK3, który serwuje mi piękny widok.

20180714_124214

Śląskie klimaty…

Po raz trzeci wracam do tego samego skrzyżowania i jadę na wschód, na PK2. Nie odmierzam się i przez chwilę badam złe studzienki kanalizacyjne (gdzie ten PK…), ale potem weryfikuję to z mapą i dostrzegam swój błąd. Dalej jest lampion i wszystko co trzeba. Przede mną ostatni punkt. Łapię go bezproblemowo od strony kościoła i cisnę do mety. Wpadam na nią po ponad 3 godzinach jazdy. Rok temu wyszło 4km więcej i podobny czas, ale i tak wynik bardzo dobry – pierwsze miejsce wśród kobiet obronione! Bart kończy na drugim, tracąc do zwycięzcy… 1 minutę i 15 sekund. Oboje pojechaliśmy swoje.

20180714_130855

Grota Maryjna z PK1

A na deser, za dobrą jazdę należy się nagroda, którą trzeba sobie przywieźć… 😉

20180714_142348

Rajd jak zwykle rewelacyjny – to jedna z naszych ulubionych imprez. Dobra organizacja, fajne ściganie i tym razem nieco pochowane punkty – idzie ku jeszcze lepszemu. 😉Szkoda tylko, że PK8 został wyłączony z TR50 – było by więcej wariantów i kombinowania.

Czekamy na następną edycję! Może ciut dłuższa trasa…?


dane wyjazdu:

TRACK GPS

dystans: 52,20km

czas całkowity: 3h20

czas jazdy: 2h33

podjazdy: 334m

kcal: 1283


Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

BikeOrient czyli czas na powrót w zagnańskie lasy

Czas wreszcie wrócić na Bike Orient. Kiedy czerwcowa edycja lokalizuje się blisko – w Górach Świętokrzyskich, w okolicy Zagnańska, i nie koliduje z milionem innych spraw, które zwalają się na człowieka w połowie roku (np. urlop 😉), decyzja jest jedna – jedziemy.

W bazie poranek jest chłodny, ale atmosfera gorąca. Dostajemy dwie mapy i ruszamy – każde na swoją rękę – na podbój Świętokrzyskiego.

20180630_085716


WARIANT A

Wariant A okazuje się tym razem wyjątkowo krótki.

20180630_135349

Plan jest taki by zebrać na rozgrzewkę Grodową (poranek jest chłodny, a ja mam ochotę na górki), potem wziąć PK 6 i polecieć na północ. Kapliczkę na Grodowej najeżdżam od Tumlina, najpierw szlakiem konnym, a potem czerwonym, bo wpychanie się ze wszystkimi wąskim singlem pod górę nie ma sensu. Z drugiej strony przynajmniej jest szeroko.

20180630_095434

PK 6

Chwilę później wjeżdżam w las przy stacji PKP. Tutaj trzeba się dobrze odmierzyć. Pierwsza próba nieudana, przecinka o 100m za daleko, ale szybki rzut oka na mapę i korekta odległości. Jest przecinka, jest i krzyż. Powrót tą samą drogą i wyjeżdżam na północ mijając zalew Umer, znany z Odysei Zagnańskich (szkoda że ich już nie ma!).

20180630_102826

Sigielkiem do góry

Na PK 14 walę ścieżką pod górę, trafiając bez pudła – to bardziej kępa drzew niż gajówka. Średnia całkiem niezła – jeden punkt w pół godziny.

Potem długi przelot na PK15 z dokładnym mierzeniem, bo ono będzie tu kluczowe. Włażę w las, szukam chwilę dębu, a potem zmieniam obiekt poszukiwań. Szukam karty…

20180630_122954

Idzie pierwszy deszcz…

Prawie godzina siedzenia w lesie i poszukiwania zakończone fakapem właściwie kończą dla mnie zawody. Braknie mi czasu by zrobić minimum do klasyfikacji na Giga, co uświadamiam sobie jadąc w kierunku PK4. Cofam się do zielonego szlaku i postanawiam chociaż pohasać w terenie i dorobić brakujące km do czerwcowego challenga na Stravie, zaliczając przy tym kilka innych PK na trasie.

20180630_132719

Podbijanie PK, wersja elektroniczno – fotograficzna

Stąd też:

  • najpierw trochę szaleństwa po zielonym szlaku i popas bo już nigdzie się nie spieszy i można zjeść jak ludzie – w wiatce przy stole 😉,
  • potem PK 16 i ślizganie się po słynnej czerwonej glinie,
  • trochę hopek w stronę Zagnańska przez las i Bartek z PK5,
  • fajny podjazd asfaltem i w las na PK8 – źródełko,
  • szutróweczka w stronę Tumlina Węgli i pierwszy deszcz,
  • PK10 i drugi deszcz,
  • (a machnę sobie jeszcze jakiś podjazd) singielkiem pod PK9 skałki, przelot czerwonym przez Wykień i zjazd (zjazd to dużo powiedziane, tu nawet sprowadzać jest trudno)
  • Kamieniołom ukryty w krzakach czyli PK 7, trzeci deszcz i powrót do bazy.
20180630_141928

PK10 i drugi deszcz

20180630_151912

„Zjazd” z Wykienia

20180630_153026

Kamieniołom z PK 7

dane wyjazdu:

TRACK GPS

dystans: 60,50km

czas całkowity: 6h58

czas jazdy: 3h37

podjazdy: 977m

kcal: 1315

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.



WARIANT B – błądzenie w lesie i dlaczego Adamczyk prawdę Ci powie, czyli Bike Orient w Górach Świętokrzyskich

Dzień jak co tydzień no, może co dwa / trzy: pobudka o 5.15, szybkie śniadanie, pakowanie i wyjazd ku północy. Docieramy o czasie i startujemy.

20180630_085222

Taki brak szacunku dla map!

Pierwszy zakręt (licentia poetica, tak naprawdę to był drugi zakręt) i pierwsze zaskoczenie: Agata w prawo, a ja w lewo. Na początek czeka mnie jazda pod wiatr, ale lasów nie będzie brakować. Postanawiam jak najszybciej przedostać się zachodnią stroną mapy ku północy, a punkty centralne zbierać podczas powrotu.

Zaczynam od sędziwego dębu (PK 15), atakując od zielonego szlaku. Zjeżdżając z niego nieoznaczoną na mapie drogą docieram do potoku trochę poniżej punktu i podjeżdżam właściwą ścieżką. Po sprawdzeniu wcześniejszej grupy sędziwych dębów w towarzystwie kilku innych zawodników, docieram do właściwego, rosnącego tuż przy ścieżce.

20180630_124552

Zielony rowerowy

Potem na szagę na północ z powrotem do drogi i drogami do nr 4. Wał okazuje się niezbyt okazały, a dróg jest nieco więcej niż na mapie i trochę błądzę niezaznaczoną poprzeczną ścieżką, ale w końcu pomagają szczęśliwi znalazcy punktu. Następnie z Romkiem i Jarkiem lecimy przez pole prosto do asfaltu, po drodze pokonując również podwórko – na szczęście brama jest otwarta, a psy zamknięte, mogliśmy więc sobie pozwolić na spokojny spacer.

20180630_122430

Na asfalcie chłopaki w prawo – coś szybko stęsknili się za bufetem 😉  – a ja w lewo – na PK 30 od południowego wschodu. Przecinka zarosła, a ścieżki średnio przejezdne, ale brzeg torfowiska bardzo ładny. Następnie objeżdżam żwirownię i jeziorko do asfaltu, którym kieruję się na północ.

Do PK 29 wybieram wariant kontrowersyjny – nieistniejącą na mapie drogą docieram do przecinki, która na mapie jest, ale w terenie to już długo nie potrwa. Da się, ale w większości pieszo :(. Spacer na szczęście w towarzystwie, więc się nie nudzi. Punkt jest, teraz długi asfaltowy przelot do PK 28.

20180630_112555

Uwaga na kury! 😉

Po drodze na skrzyżowaniu widzę dobrą „białą” drogę, którą postanawiam pojechać na PK 23, ale oczywiście po drodze ze skansenu włącza się fantazja i jadę skrótem – niby piachu mało, droga dobra, ale jak się orientuję po odległości, niestety nie do końca zgodna z mapą. W efekcie zjeżdżam w środek lasu i próbuję się ogarnąć motając się tam i z powrotem po paru ścieżkach. To kosztuje mnie nieco czasu, bo chwilę trwa zanim zorientuję się w terenie i wreszcie nieprzejezdną przecinką docieram w okolice punktu. Cóż, można było łatwiej i pewnie jakieś 20/30 minut szybciej… Tutaj rozwiały się moje może trochę na wyrost nadzieje na komplet lub coś blisko niego. Jakby nie było, dół 😉

20180630_115858

A ostrzegali że przecinki nieprzejezdne… 😉

Dalej jest na szczęście znacznie łatwiej – na brzegu rzeki (PK 25) spotykam Grzesia, za którym dreptam przez rzekę z rowerem na ramieniu i lecę dalej po półpiachu na PK 22.

Następnie przelot głównie asfaltem przez PK 24 na skarpę (PK 26) – dojazd na punkt fajnym singlem po czerwonym szlaku. Później wracam do mostu i PK 21 bez historii – co prawda ścieżka od wsi zarosła, ale alternatywny dojazd niewiele dłuższy i bez pudła. Teraz czas na koniec przecinki (PK 27), który szybko łapię na szczęście nie wybierając przecinki (o której po rajdzie od naocznych świadków usłyszę, że jej w zasadzie nie było ;-)), ale równoległą drogę.

20180630_130015

W stronę punktów nad Krasną postanawiam dojechać od czerwonego szlaku, więc cisnę pod górę ścieżką do Kamiennej woli. Właśnie zaczęło mocno padać, więc krótki popas pod bukami – trochę kalorii + analiza, jak rozwiązać dylemat rezerwatu między PK 17 i PK 1 + przebranie skarpetek na cieplejsze, bo mokre stopy zaczęły marznąć. Kiedyś nie bardzo wierzyłem w wodoszczelne skarpetki, szczególnie, że drogie toto, ale po kilku deszczach zmieniłem zdanie 🙂

Pada jakby mniej i czasu szkoda, więc lecę dalej. Na PK 19 i PK 2 docieram bez pudła, bo drogi w tej okolicy jakoś lepiej zgadzają się z mapą niż dotychczas, albo to ja robię mniej błędów ;). Przy PK 18 z radością witam liczne ślady działalności bobrów i rzekę tam i z powrotem pokonuję mniej więcej suchą stopą, korzystając z jednego z obalonych drzew. Następnie po szlaku jadę do PK 20, gdzie spotykam Ewę i Jarka i gdzie uzasadnienie znajduje tytuł relacji, bo Jarek przestrzega mnie przed krzyżem (PK 6). O tym, czy posłuchałem mądrej rady, ekhm, później.

20180630_142700

Z Krasnej przez Gustawów docieram do PK 17, gdzie znowu spotykam Romka z Jarkiem i znowu oni w swoją stronę, ja w swoją. Wracam do Krasnej na most i stąd prosto na bufet. Przerwa króciutka, banan, parę ciastek, woda do bidonu i lecę. Właśnie zaczyna mocniej wiać i lać, żal nie jechać 😉 Asfaltem objeżdżam rezerwat i bez większych problemów trafiam na PK 3. Szkoda, że nie wygodnym dojazdem, którego brak na mapie, a który widzę już po dotarciu do punktu piechotą wzdłuż rowu…

Później asfaltami do PK 16, który znam jeszcze z Odysei Zagnańskiej 🙂 Tutaj krótka analiza pozostałego czasu – zostało niewiele ponad 2h, więc na dole trzeba sporo odpuścić. Zaczynam odpuszczanie nie najlepiej – od PK 14, który w perspektywie był łatwy – trudno pobłądzić, tym bardziej, że okolicę dobrze znałem z Odysei. Liczyłem na więcej na dole, ale o tym za chwilę.

20180630_115611

Jak nie piasek, to błoto…

Uderzam więc asfaltami do imiennika (PK 5), a następnie długim asfaltowym podjazdem i krótkim leśnym zjazdem do źródeł. Szybko znajduję właściwe z PK 8 i ścieżką wzdłuż szlaków wracam w końcu na drogę. Tutaj niestety następuje mały fakap z użyciem, a w zasadzie nieużyciem kompasu, bo na fali entuzjazmu skręcam na wysokości właściwej przecinki w niewłaściwą drogę, która wyprowadza mnie jakieś pół kilometra za bardzo na wschód. W lesie dużo krążę, czas mija błyskawicznie, i ostatecznie wyjeżdżam z powrotem na drogę mocno zarośniętą ścieżką z poczuciem porażki ale za to bez punktu. Afera z krzyżem kosztowała mnie jakieś 40 minut, a można było w tym czasie łyknąć dziesiątkę i siódemkę. Tak to jest, jak Adamczyk nie słucha Adamczyka 😀

20180630_123907

Cóż, pozostało niecałe pół godziny, więc napieram pod górę na PK 11, a potem do asfaltu i w kierunku PK 7. Niestety zapomniałem, że start był lekko opóźniony, więc na skrzyżowaniu decyduję odpuścić i wracać na metę. Tutaj po raz kolejny spotykam się z doganiającymi mnie Jarkiem i Romkiem i tuż za ich plecami docieram na metę.

Pozostaje lekki niedosyt, bo kilka punktów więcej było do wzięcia, ale w sumie dobrze spędzona sobota w ładnej okolicy ze szczególnie urokliwymi rzecznymi zakolami i brodami. Pogoda może nie rozpieszczała, ale deszcze były krótkie, więc też na plus. Podziękowania za kolejną fajną edycję Bike Orient! 🙂

strava

dane wyjazdu:

STRAVA

dystans: 118,50km

czas całkowity: 9h29

podjazdy: 1346m

 

Rajd na orientację w Miechowie

Taka niespodzianka! Już w najbliższą niedzielę, czyli 24.06 Rajd na orientację „Tropem Przydrożnych Świadków Naszych Dziejów” w Miechowie. Pieszo lub na rowerze.

Trasa: ok. 45km

Limit: 6 godzin, start o 10.

Baza: Stadion MKS Pogoń Miechów, ul. M. Konopnickiej 19

Zapisy: mailem na adres: mdkmiechow@tlen.pl

Opłaty: bez opłat 🙂

Więcej info: TUTAJ