Mordownik 2013, czyli uroki Jury

Sobotni poranek przed Mordownikiem jest ciężki – Bart wstaje dosyć szybko, a ja długo marudzę. Jestem niewyspana i zmęczona, po dwóch ciężkich tygodniach, wypełnionych głównie obowiązkami. Najchętniej zostałabym pod ciepłą kołdrą, ale cóż, Jura wzywa. Nieco spóźnieni wyjeżdżamy w kierunku Kroczyc, ale zdążamy na odprawę i starcza czasu na spokojne przygotowania przedstartowe. Witamy znajomych, zamieniamy kilka słów i idziemy pod kroczyckie gimnazjum na wspólną fotkę. Czuję się jak zombie…

Chwilę przed 8 otrzymujemy 3 mapy – dwie z zaznaczonymi PK i trzeci arkusz z rozświetleniami i opisem punktów. Nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie, ale jakoś daje się je okiełznać na trasie, po każdym punkcie bawiąc się w żonglowanie papierami 😉 Maluję trasę kilku pierwszych punktów i pakujemy się do odjazdu.

Ruszamy równo z Bikeholikami, w kierunku pkt 8. Chwilę później jedzie z nami całkiem duża wycieczka… jest chłodno, ale przeproszeni już z jesiennymi ciuchami nie odczuwamy zimna, a jedynie to, że jest „rześko”. Cała grupa skręca we wcześniejszą ścieżkę (ach, psychologia tłumu ;-)), a my w kolejną samotnie – docieramy na 8, podbijamy i kierujemy się na 1 – najdalej na płd wysunięty punkt. To ambona, widać ją już daleka. Ku naszemu zaskoczeniu, punktu nie ma na dole – trzeba się wdrapać do środka po śliskiej drabince. Ale widok na pole słoneczników i okolice jest super! Powrót łąką (Bart zalicza mały uślizg na mokrej trawie) i kierunek 3 – koniec drogi leśnej. Mimo, że mapa jest z 1993, rozświetlenia bardzo ułatwiają zadanie – rzeczywiście oddają to co w terenie i nie ma problemu z szukaniem ścieżek sprzed 20 lat. Również i tu trafiamy bez problemu, chociaż na zjeździe mnie czeka niespodzianka – zahaczam plecakiem o niskie drzewo, które zatrzymuje mnie dosyć brutalnie… dobrze że nie jechałam szybciej.

Z 3 decydujemy się pojechać na 5, gdzie mijamy się z Etisoft Team. Punkt położony jest w Skałach Rzędowickich, to Jura w pełnym tego słowa znaczeniu, z wapieniami, skałkami i lasami. Punkt umieszczony jest w grocie, trafiamy bezproblemowo i robimy krótki popas pod skałkami. Dotychczas jedzie mi się słabo, męczy mnie byle podjazd, ale po bułce z serem trochę odżywam i zaczyna się kręcić lepiej. Długo nie siedzimy (zimno!) i po kilkunastu minutach już zmierzamy do 2. Najpierw trafiamy na inne skrzyżowanie kanałów, właściwe jest nieco dalej. Wyjeżdżamy w kierunku oczyszczalni w nadziei ścięcia ścieżką przez las do 4, tyle, że ścieżki już tam nie ma. Obok jakaś hodowla i rzeźnia… zmywamy się stamtąd byle szybciej, wybierając wariant asfaltowy na około. Szkoda, że nie pojechaliśmy na płd od 2 w stronę Myszkowa, droga była niezła…

4 jest prosta – mur widać już z daleka, a znalezienie załamania jest kwestią chwili. Przejeżdżamy dalej na północ, po czym okazuje się, że jedziemy komuś przez podwórko… przy wjeździe jednak nie było żadnych znaków, że wjeżdżamy na prywatny teren. Przepraszamy więc wkurzonego właściciela i wyjeżdżamy na asfaltówkę, skąd kierujemy się na 6. Skrzyżowanie ścieżek jest tam gdzie było, tyle że jedna ścieżka prowadzi komuś do domu, więc docieramy od tej drugiej, a wracając chaszczujemy trochę przez las. Wyjeżdżamy na 789 i stamtąd odbijamy przez las na Wysoką Lelowską i dojeżdżamy terenem. Jest bagienko i jest kolejna dziurka w karcie. I właśnie zrobiliśmy pierwszy punkt na drugiej z map.

Przy 18 jest trochę problemów –nie dość, że kopalnia piasku się trochę rozbudowała od 1993, to jeszcze trwa zrywka drewna i sprzęt blokuje drogę. Po kawałkach drzew, oderwanych gałęziach i resztkach pni docieramy na 18 – jest!. Okazuje się, że byliśmy od niej z drugiej strony o jakieś 100m! Tylko kto mógł to wiedzieć… następna jest 16 w młodniku, a potem już przelot do Olsztyna na bufet pod zamkiem. Ucinamy sobie pogawędkę (dowiadujemy się, że jesteśmy 20 i 21 na bufecie) i już trzeba jechać dalej. Olsztyn z zamkiem niezmiennie zachwyca, podobnie jak Złoty Potok. Do 20 docieramy od asfaltu, później przedzieramy się przez trochę piasku w stronę Zrębic, by podbić 19 (mimo, że to „niewyraźna droga” nie szukamy dłużej niż 2-3 minuty). Później jeszcze 9 po drodze i już jesteśmy w Potoku, pod hotelem Kmicic. Mam dużo rodzinnych wspomnień z tego miejsca, miło znów tu wrócić 🙂 Stemplujemy karty pod bukiem i zmykamy w stronę 13. Zmęczenie zaczyna już być odczuwalne, mimo kolejnego popasu w sklepie (tym razem buła z szynką i czekolada) nogi już nie chcą tak ochoczo kręcić. Powoli będzie się też zaczynało pilnowanie czasu, jest 18, a więc już niedługo zmrok. Zostały tylko 4 pkty, czy po ciemku też tak będzie dobrze szło?

11 jest beznadziejna, biorąc pod uwagę wielką piaskownicę, która rozciąga się na dojeździe, zmuszając do spacerów. Na dziko zjeżdżamy z niej do 789, zakładamy lampki i ruszamy na 10. Ja już wiem, że mam dosyć, moja dyspozycja dzisiaj pozostawia wiele do życzenia – już siedząc pod sklepem najchętniej bym się położyła i zasnęła, więc nie jest dobrze. Decydujemy się rozdzielić – ja jadę do bazy przez Kotowice, a Bart rusza na poszukiwania pozostałych trzech pkt, by zdobyć immortala. Docieram na miejsce w kilka minut po 20 i marzę o ciepłym posiłku, prysznicu i spaniu. 20 minut później dojeżdża Bart – nie udało mu się po ciemku znaleźć 10 (lampiony tak jak rok temu nie miały odblasków), więc odpuścił pozostałe. Kończymy więc rywalizację z 18 zaliczonymi pkt. Jest lepiej niż rok temu, ale i tym razem nie udało się zdobyć immortala. Chyba do 3 razy sztuka…

dane wyjazdu

dystans: 141,71km

czas całkowity 11:59

czas jazdy: 8:17

podjazdy:  1282m

kcal: 3108

WYNIKI

MAPY

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Mordownik 2013, czyli uroki Jury

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s