KORNO – sprint na Jurze

Koniec sierpnia zapowiada się upalny, ale na szczęście w sobotę temperatura spuszcza nieco z tonu. Gdy wstajemy o świcie by pojechać na KORNO, za oknem… pada. Dopakowujemy kurtki przeciwdeszczowe i jedziemy do Siedlca. Na miejscu pogoda też nie wygląda tak jak zapowiadała pogodynka – chmury leniwie przesuwają się po niebie, słońca póki co brak. I dobrze, bo upał potrafi wyssać wszystkie siły.

DSC_0193Szybkie przygotowania, odprawa, mapy. Wyznaczamy wariant właściwie w kilkanaście sekund, później czekamy na sygnał startowy i… pojechali! Zaczynamy od PK17 – prawie od razu wjeżdżamy do lasu. Leci się wyśmienicie, droga jest zaskakująco szybka, a i PK trafiony bez problemu. Dalej rowerowym zielonym zmierzamy na PK19, przejeżdżając przez Janów. Za Janowem sympatyczne pagórki i rolnicze krajobrazy. Tempo jest jednak takie że właściwie nie ma kiedy pstrykać – cały czas ciśniemy jakby się paliło. Banan od ucha do ucha, kochana Jura… Adrenalina buzuje… można się uzależnić 🙂

DSC_0198PK19 daje się łatwo znaleźć (wszystkie punkty są widoczne z drogi). Następny na liście jest najbardziej wysunięty na północ PK5 (do niego dojeżdżamy alternatywnie skrajem lasu, koło leśniczówki). Tempo jest dobre, godzina czasu a my mamy już 4 punkty! Piąty łykamy równie szybko, to … schody do stawu. Kolejny – PK4 – również jest ciekawy: samotna mogiła w środku lasu, właściwie bez dojazdu. Dostrzegam pomarańczowy lampion z drogi, zostawiamy rowery pod amboną i idziemy na butach, strącając jagody z krzaczków…

DSC_0200Długa szutrówka wyprowadza nas na PK16 – bufet. Tutaj krótkie zatrzymanie, szybka przekąska, trochę wody i można jechać dalej. Zaliczamy podjazd pod PK14 (krzyż) i zjazd tą samą drogą. Gdy lecimy na dół spotykamy Szermierzy pnących się pod górę. Pozdrowienia i już odbijamy na czarny rowerowy, który wyprowadza nas do Ludwinowa, a tam przy świeżym pogorzelisku (spalona trawa jeszcze śmierdzi dymem) jest PK2. Teraz trzeba wrócić na południe, więc czarnym pieszym chcemy skrócić sobie drogę. Przed nami pedałuje pod górę na mieszczuchu jakaś miejscowa pani… odbijamy na szlak, trochę pchania, trochę zjazdu w trawach i znów jesteśmy na asfalcie. Jakież jest nasze zdziwienie, gdy przed naszym nosem przejeżdża… kobieta, która cisnęła pod górę jak wjeżdżaliśmy na szlak!! Czyli ślepa droga na mapie już nie jest ślepa – doasfaltowali ten kawałek… ech, gdyby się wcześniej wiedziało…

DSC_0212Do PK9 prowadzi fajny niebieski szlak rowerowy – na tyle fajny, że po podbiciu kart wracamy nim do drogi i lecimy na Niegowę. Wjeżdżamy w znane okolice zamku w Mirowie, w Łutowcu łapiąc PK10 i chwilę dalej meldując się na PK 12. Tu jednak niespodzianka – lampion zniknął, została jedynie taśma, której „proszę nie zrywać trwa impreza na orientację”. Foto, telefon do Kosmy i można jechać dalej autostradą rowerową na PK11. Gościniec Mirowski, który w zeszłym roku był piaskową masakrą, dzisiaj jest gładziutkim asfaltem… Oj, leci się, leeeeciiii…. Po drodze skręt do bunkra gdzie jest „11” i długi, nużący przelot przez Żarki i na zachodnią część mapy. Słońce zaczyna już grzać, a temperatura powoli zbliża się do morderczej granicy 30C…

DSC_0224Okolice PK13 i PK8 skądś pamiętamy (z Mordownika? ze Szlaku Orlich Gniazd?) – szybko je zaliczamy. Na karcie zostaje niewiele wolnych miejsc – ale zanim je zapełnimy, czeka nas podjazd w pełnym słońcu do Biskupic. Robimy krótką przerwę w sklepie, zimna woda na głowę, uzupełnienie picia i można jechać dalej. Za Biskupicami PK6 (linia energetyczna), a dalej PK18 (kapliczka) i kolejny bunkier (PK3). Tu już ciśniemy ostro, czuć oddech konkurencji na plecach… 😉

Zostają dwa punkty. PK7 jest przy drodze, więc nawet nie trzeba dobrze zsiadać z roweru. PK1 – kamieniołom – daje nam szkołę. W upale wspinamy się pod górę, kiedy mija nas Magda Dudek… DSC_0246Szybkie dziurki, zjazd mocno na pałę i ogień do mety, ale Magda jest już nieuchwytna. No i w efekcie brało 4 minut do pudła… Zmęczeni, wygrzani meldujemy się na mecie z kompletem punktów, prawie 2 godz. przed limitem czasu. Uff, ale to był sprint 😉

Impreza zdecydowanie do zaliczenia do tych udanych – świetna miejscówka, fajnie rozmieszczone punkty (kilka wariantów tras), przemiła obsługa bufetu i dobra organizacja. Szkoda, że lampiony nie były nieco bardziej pochowane – nawigacyjnie było bardzo prosto. Potencjał jednak jest i na kolejne Korno z pewnością wrócimy do Siedlca. I pewnie nie tylko na Korno, bo ten kawałek Jury wart jest bliższego poznania.

DSC_0261Zostajemy na noc w Siedlcu. W niedzielę wstajemy ok 6 rano, żeby zdążyć przed upałem i robimy małą rundkę po okolicy (jakieś 50km) zbierając lampiony na północny wschód od Janowa. Pozwalamy sobie na potestowanie nowych ścieżek… w efekcie pchamy przez las zryty przez dziki, lądujemy na bagnach, zaliczamy anty-reumatyczną terapię brnąc na azymut do drogi i takie tam 🙂 A potem trzeba zostawić Jurę i wracać do domu… szkoda.


Track GPS

Wyniki


dane wyjazdu:

dystans: 107,54 km

czas całkowity: 6h17

czas jazdy: 5h22

podjazdy: 859 m

kcal: 2138

zaliczone punkty: 19/19


Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Jedna uwaga do wpisu “KORNO – sprint na Jurze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s