Wiosenne Czarne KORNO czyli dobrze wrócić w Beskidy

Czarne KORnO to tradycyjny początek sezonu na dłuższe jazdy, przynajmniej w naszym przypadku. W tym roku gości nas Lanckorona, więc wiadomo że będzie bolało 🙂

20190323_073038

Ze względu na Bartkowe kontuzje mamy wątpliwości na jaką trasę się wpisać ale w końcu decyzja zapada i w sobotę meldujemy się na odprawie rowerowej „dwunastki”. Fajnie spotkać Was wszystkich po przerwie!

20190323_075318

Plan na sobotę 🙂

No, ale czas się brać do roboty! Dostajemy 3 mapy + opisy. Są zagadki, są punkty kamraty, krótko mówiąc – nie ma nudy. Ruszamy najpierw – jak wszyscy – na OS, czyli zaliczymy większość pagórków w samej Lanckoronie. Jest fajnie, poznajemy aniołki na moście, sprawdzamy kwadry księżyca i wspinamy się na zamki i grodziska.

20190323_082251

What’s your name?

Mapa jest w skali 1:25000 więc wszystko dzieje się bardzo szybko. Gdy ją opuszczamy mamy 10 punktów zaliczonych, nieco ponad godzinę jazdy, prawie 500m up, ciepłe ciuchy schowane w plecaku i pierwszy popas w żołądku, bo śniadanie to jakoś dawno było.. No niezła średnia, jakby taką utrzymać…

20190323_090641Plany są mocarstwowe: podbijać północ! Cała mapa jest na zachód od Lanckorony, więc trasa narzuca się sama. Zaczynamy od PK 69, kierując się dalej na PK 76.  Zbieramy co się da, odpuszczając tylko taniochę (20 i niektóre 30, chyba że leżą nam wręcz na drodze). Ich los dzieli też pałac w Paszkówce – piękne miejsce, dobra kawa, ale trzeba dołożyć dobre kilka km tam i z powrotem by zdobyć 80 punktów. Zamiast nabijać kilometrówkę łapiemy co tam jest po drodze na kraniec mapy: PK 92, PK 55 (to nasze pierwsze spotkanie z kamratami w terenie) oraz 73 gdzie czas przypomnieć sobie matematykę na poziomie podstawowym (jak to z tymi ułamkami było….?).

20190323_115321

Nie trzeba kręcić, można zjeść

Potem mijamy DK 44 i promem wjeżdżamy w dolinę Wisły. Jest znany nam samolot i wycieczka w okolice Czernichowa na bunkry. Po raz pierwszy mamy też okazję wejść na krzyż na pobliskim urwisku – zawsze jakoś leciało się dołem na szosie… Krzyż ma kamrata i nawet przypuszczamy gdzie on jest, ale szukamy niedokładnie. Znów musimy wracać tam skąd przyszliśmy…

20190323_131205Wyjeżdżamy z lasu na wały, na fajne miejsce widokowe. Leżymy w słoneczku, popasamy kiedy dojeżdżają Magda i Maciek. Mijamy się już od jakiegoś czasu, byli przed nami, a tu proszę… Oni jadą dalej bez postoju a my wkrótce podążamy za nimi zbierając po drodze jeszcze PK 23 przy moście w Łączanach i żółty plus po drugiej stronie Wisły, który już trochę wyblakł.

20190323_134340

Popas w słoneczku

Potem jedziemy na najdalej wysunięte punkty – pałac w Spytkowicach, znany z naszych szosowych „stówek” z Krakowa, stawy (tu trafiamy przez groblę i przechodząc po resztce mostu przez kanał), a na koniec kopiec grunwaldzki, znany z kolei z przejazdu Wadowice – KRK.

20190323_151018

Zaliczamy zamek w Zatorze udowadniając że na malarzy się słabo nadajemy (narysuj bramę, ej jeszcze blanki, za dużo!…) i przez PK 46 i jego wulgarnego kamrata wracamy w kierunku bazy. Niby czasu jest dużo ale minuty ciągle się gdzieś rozpływają. Czyli plan jest mocarstwowy, a kończy się jak zwykle.

20190323_154801

Mam kamrata!

Na razie jest nieźle. Kolejno wchodzą PK 36, odbicie po PK 37, samotne drzewo na PK 57, tablica z Hell’s Angel i kapliczka na PK 77 postawiona na cześć… obcych? Bo to co w kapliczce na człowieka nie wygląda…

20190323_172240.jpg

Zaczyna się ściemniać i zaczyna się rozkmina… Co jechać, co nie? Plan jest na Stronie i Budzów, ale czasu brak. Rezygnujemy z zaplanowanych na powrót Krzemionki i Lubania, lecimy na PK 51 ale tu kolejna zmiana wersji. Trzeba już do bazy!

20190323_175020

Czas wracać…

Decydujemy się pojechać najkrócej jak się da, przez Stanisława, a nawet dwóch. Po drodze jest jeszcze PK 56 ale po ciemku i pod presją czasu nie udaje nam się go znaleźć. Można by jeszcze odbić na Barwałd, ale czasowo robi się naprawdę krucho. A do Lancko  pod górę… Wpadamy na metę 1 minutę po limicie.

Nie da się ukryć – początek sezonu z przytupem! No i wiosenne KORnO w końcu było wiosenne. Pogoda super, pomysł z kamratami też ekstra. Trochę za łatwo nawigacyjnie, ale może to dlatego że ktoś mógł zardzewieć po zimie? Zabawa była przednia i jechało się bosko. Do tego żarcie na koniec – pyyycha. Czyli pierwsze koty za płoty!

 

20190324_180520_resized

dane wyjazdu:

TRACK GPS

dystans: 127,80km

czas całkowity: 12h01

czas jazdy: 7h16

podjazdy: 1953m

kcal: 2776


Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s