Chaszczowanie w upale czyli Świętokrzyska Jatka 2018 [Bart]

Już kilka dni przed tegoroczną Jatką prognozy sugerowały, że będzie to powtórka z 2017 roku. I faktycznie tak było – baza ta sama, pogoda ta sama, teren zawodów w ogromnej większości również ten sam.

Start o 8.30 – odprawa już w słoneczku, które już o tej porze daje przedsmak tego co czeka wszystkich zawodników. Garść informacji o trasie – lasy niezbyt przejezdne, nie utońcie w Nidzie, przy PK18 na ścieżce resztki małego dzika – ot, dzień jak co dzień 😊

Jedziemy dziś osobno, ale o pierwszy punkt powalczymy jeszcze wspólnie. Startujemy wprost na północ – chyba również identycznie, jak w zeszłym roku. PK 26 atakujemy od południowego wschodu – stąd zdecydowanie mało rowerowo – to pierwszy z szeregu dzisiejszych spacerów.

20180728_084831

Buszujący w zbożu… eee… na ściernisku

Wariant B:

Plan jest taki, żeby zebrać część punktów centralnych, szybko uderzyć za Nidę i stamtąd wrócić. Pogoda może sprawić, że w drugiej części dystansu będę miał dość i wolałbym być wtedy bliżej bazy z opcją wcześniejszego powrotu. Atakuję więc kolejno:

  • PK23 z dojazdem na skróty przez ściernisko i powrotem już właściwą drogą,
  • PK24 zjeżdżając z góry i wracając na szczęście tą niezachaszczoną z dwóch dróg do wyboru 😊
  • PK21 najeżdżając od grzbietu po jego zachodniej stronie i schodząc do wąwozu przez wszechobecne tutaj pokrzywy

20180728_105324

Następnie kieruję się w stronę mostu przez jedyny w okolicy większy obszar leśny, w drodze łapiąc PK16 ładnie umiejscowiony za kapliczką i PK19 również w sympatycznej lokalizacji. Niestety przejazd między nimi mniej sympatyczny – wybrana przeze mnie ścieżka obfituje w kolczaste zarośla i brak na niej śladów użytkowania nawet przez zwierzęta. To zresztą jest zgodne z zapowiedziami organizatorów odnośnie słabo przebieżnych lasów.

Na długi czas koniec jakiegokolwiek cienia – drogą polną dojeżdżam do Nieprowic i następnie mostu na Nidzie. Most łączy, więc już w towarzystwie zdobywam PK14 nie ryzykując dojazdu od wschodu między starorzeczami, ale najeżdżając ścieżką od wsi. Wracam tak samo nadrabiając nieco drogi – wolę to od przebijania się przez rowy i mokradła, czym grozi skrót.

20180728_104359

Całą Jatkę słoma z butów…

Słonko już wysoko, więc czas poczuć prawdziwą patelnię na podjeździe do PK8. Oj ciepło… Po punkcie kieruję się na wschód do asfaltówki i zmieniając kierunek na północ łapię kolejno:

  • PK4 – uważnie, żeby nie wpaść do stawu na dojściodojeździe x2 przez pokrzywy.
  • PK1 – za pomnikiem przyrody powstałym w wyniku nielegalnego pozyskiwania piasku – postęp wyrobiska odsłonił korzenie sosny, która w ten sposób zyskała osobliwe „szczudła”.
20180728_124412

Drzewce nadchodzą!

Po krótkiej przerwie żywieniowej i odsapnięciu w cieniu, ruszam na wschód szybkimi asfaltami łatwo łapiąc PK3 nad zalanym kamieniołomem, a następnie PK5 przy brzegu zarośniętego zagłębienia terenu. Do mostu kieruję się na skróty – przez nadnidziańskie łąki. Może nie jest wygodniej niż asfaltem, ale chyba szybciej, bo droga niekoniecznie równa, ale łatwo przejezdna.

20180728_120134

PK21 i odrobina cienia

Po pokonaniu mostu i wyjeździe z Chroberza odbijam w kierunku PK13 drogą gruntową zaraz za miejscem bitew z czasów Insurekcji Kościuszkowskiej i Powstania Styczniowego. Kolejne dziurki w kartę i wracam na asfalt w stronę PK 10. Punkt najeżdżam od południa, po stokach miejscowej Babiej Góry. Dzięki temu lampion widzę już z daleka, z przeciwległego grzbietu. Powrót na asfalt i prosty dojazd do PK7.

Następnie długi przelot na PK2 z nadzieją na złapanie oddechu w lesie. Nic z tych rzeczy, las jak zwykle nieprzebieżny. Końcówkę do punktu pokonuję pieszo i postanawiam odpuścić sobie ryzykowny skrót lasem i zamiast tego nadrabiam sporo odległości objeżdżając asfaltami. Podjazd do Bugaja męczy okrutnie, ale w nagrodę jest PK6 i dłuższa chwila przerwy w wąwozie i cieniu. Kolejny punkt to też podjazd pod Sadek, ale litościwie pojawia się przy drodze parę drzew.

20180728_112703

Ostrzegali…

PK9 na całe szczęście najeżdżam od południa, co oszczędza mi targania roweru w poprzek dość głębokiego wąwozu. Następnie powrót na drogę, krótki przelot i chwila błądzenia na PK12 i nieudane poszukiwania sklepu w Orkanowie. Na ostatnich punktach spotykałem tylko puste baniaki i źródełko właśnie wyschło.

Zjeżdżam wygodną drogą w kierunku PK15, który jednak wymaga jeszcze obejścia gospodarstwa i chwili poszukiwania, bo oczekiwałem go nieco w innym miejscu względem zabudowań. Powrót na asfalt i w Marianowie nareszcie sklep. „Proszę dzwonić”. No dobra, dzwonię. I dzwonię. Dzwoni też kilkoro autochtonów. I dzwoni. No trudno, zirytowany wracam na trasę licząc na sklep w Szyszczycach lub Dzierążni lub jakiś niedokończony baniak na którymś z punktów.

20180728_131617

Woda na PK ❤

Na PK18 dojazd bardzo dobry, ale z odjazdem w stronę Dzierążni już trochę gorzej. Co prawda dzik nie był taki straszny, jak go malowali, ale chaszczu, w którym ścieżka co jakiś czas niknęła, nie brakowało. Po przebiciu się do wsi skręcam w prawo i omijając jej centrum i być może sklep od południa uderzam na PK22. Jeśli tutaj nie będzie wody, chyba uschnę. Uff, jest jednak półtora baniaka – uratowany 😊

Kolejnym akordem jest długi przelot drogą wojewódzką – na szczęście mało ruchliwą, na dodatek z dobrą nawierzchnią. Na PK28 docieram od asfaltu i napotykam zawodniczkę z trasy pieszej. Strumień jest zaskakująco szeroki, korzystam więc z dobrej rady – tam dalej jest drzewo, trochę spróchniałe, ale dało radę 😊 Hmm, no dobra, ale na moje oko to jestem od koleżanki o jakieś 25-30 kg cięższy. Na szczęście okazuje się, że drzewo nie zorientowało się w różnicy i dało radę 😊

20180728_131608

Czas na finałowy akord – kontynuacja wojewódzką i ostatnie dwa punkty. Zaczynam od PK31, do którego przezornie nadkładam drogi przez Krzyż, omijając podejrzany wąwóz – wolę większą kilometrówkę, za dodatkowe przewyższenia na tym etapie i po tej pogodzie już dziękuję. Jak się okazuje była to słuszna koncepcja – dojazd z wąwozu na punkt nie zachęca – zarósł. Wracam również dookoła i docieram PK29. Dojście nad staw dramatyczne, po jakichś gnijących resztkach drzewa i kolczastych zarośli, ale punkt jest. Zdaje się, że podjeżdżając kawałek dalej drogą można było wjechać nieco wygodniej. Nic to, pozostaje długa do mety – na szczęście już większością z górki.

 PODSUMOWANIE

Jatka, jak to Jatka – dała popalić i przeczołgała po krzakach. Pogoda jak brzytwa, zdecydowanie za ostra. W połączeniu z brakiem lasów sprawiło to, że lały się hektolitry potu, szczególnie na podjazdach. Te ostatnie w tej okolicy na szczęście bywają dosyć krótkie. Nawigacyjnie punkty nie były szczególnie trudne, ale za to w co najmniej kilku przypadkach z dłuższym lub krótszym dojściem przez krzaki / skarpy / pole, z czego moim zdaniem na trasie rowerowej można zrezygnować. Osobiście wolałbym lampiony schowane bardziej tradycyjnie, acz skutecznie – np. za którymś z drzew, za to z dojazdem trochę bardziej rowerowym. Ale to pewnie kwestia gustu 😊

Organizacja super, od bazy, przez informacje organizacyjne, aż po pyszne jedzenie. Wielkie dzięki za wodę na punktach. Częste tankowanie było konieczne, a bez niespodziewanie pełnych baniaków na PK22 to chyba na końcówce padłbym w jakimś rowie. To co bym podpowiedział, to trwalsze karty startowe – moja na metę dotarła w dwóch częściach i chyba cudem żadnej z nich nie zgubiłem 😊

Okolica i widoki piękne, zarówno górki w Parku Kozubowskim, jak i dolina Nidy. Dzięki za stworzenie kolejnej okazji do tradycyjnego upodlenia się w okolicach Czarnocina w pełnym słońcu 😉

jatka

dane wyjazdu:

TRACK GPS

dystans: 149,91km

czas całkowity: 11h06

czas jazdy: 9h14

podjazdy: 1477m


Pokaz slajdów wymaga JavaScript.


Wariant A:

Są wakacje, czyli trzeba odpoczywać 🙂 Najlepiej w cieniu 🙂

20180728_130424

Reklamy

BikeOrient czyli czas na powrót w zagnańskie lasy

Czas wreszcie wrócić na Bike Orient. Kiedy czerwcowa edycja lokalizuje się blisko – w Górach Świętokrzyskich, w okolicy Zagnańska, i nie koliduje z milionem innych spraw, które zwalają się na człowieka w połowie roku (np. urlop 😉), decyzja jest jedna – jedziemy.

W bazie poranek jest chłodny, ale atmosfera gorąca. Dostajemy dwie mapy i ruszamy – każde na swoją rękę – na podbój Świętokrzyskiego.

20180630_085716


WARIANT A

Wariant A okazuje się tym razem wyjątkowo krótki.

20180630_135349

Plan jest taki by zebrać na rozgrzewkę Grodową (poranek jest chłodny, a ja mam ochotę na górki), potem wziąć PK 6 i polecieć na północ. Kapliczkę na Grodowej najeżdżam od Tumlina, najpierw szlakiem konnym, a potem czerwonym, bo wpychanie się ze wszystkimi wąskim singlem pod górę nie ma sensu. Z drugiej strony przynajmniej jest szeroko.

20180630_095434

PK 6

Chwilę później wjeżdżam w las przy stacji PKP. Tutaj trzeba się dobrze odmierzyć. Pierwsza próba nieudana, przecinka o 100m za daleko, ale szybki rzut oka na mapę i korekta odległości. Jest przecinka, jest i krzyż. Powrót tą samą drogą i wyjeżdżam na północ mijając zalew Umer, znany z Odysei Zagnańskich (szkoda że ich już nie ma!).

20180630_102826

Sigielkiem do góry

Na PK 14 walę ścieżką pod górę, trafiając bez pudła – to bardziej kępa drzew niż gajówka. Średnia całkiem niezła – jeden punkt w pół godziny.

Potem długi przelot na PK15 z dokładnym mierzeniem, bo ono będzie tu kluczowe. Włażę w las, szukam chwilę dębu, a potem zmieniam obiekt poszukiwań. Szukam karty…

20180630_122954

Idzie pierwszy deszcz…

Prawie godzina siedzenia w lesie i poszukiwania zakończone fakapem właściwie kończą dla mnie zawody. Braknie mi czasu by zrobić minimum do klasyfikacji na Giga, co uświadamiam sobie jadąc w kierunku PK4. Cofam się do zielonego szlaku i postanawiam chociaż pohasać w terenie i dorobić brakujące km do czerwcowego challenga na Stravie, zaliczając przy tym kilka innych PK na trasie.

20180630_132719

Podbijanie PK, wersja elektroniczno – fotograficzna

Stąd też:

  • najpierw trochę szaleństwa po zielonym szlaku i popas bo już nigdzie się nie spieszy i można zjeść jak ludzie – w wiatce przy stole 😉,
  • potem PK 16 i ślizganie się po słynnej czerwonej glinie,
  • trochę hopek w stronę Zagnańska przez las i Bartek z PK5,
  • fajny podjazd asfaltem i w las na PK8 – źródełko,
  • szutróweczka w stronę Tumlina Węgli i pierwszy deszcz,
  • PK10 i drugi deszcz,
  • (a machnę sobie jeszcze jakiś podjazd) singielkiem pod PK9 skałki, przelot czerwonym przez Wykień i zjazd (zjazd to dużo powiedziane, tu nawet sprowadzać jest trudno)
  • Kamieniołom ukryty w krzakach czyli PK 7, trzeci deszcz i powrót do bazy.
20180630_141928

PK10 i drugi deszcz

20180630_151912

„Zjazd” z Wykienia

20180630_153026

Kamieniołom z PK 7

dane wyjazdu:

TRACK GPS

dystans: 60,50km

czas całkowity: 6h58

czas jazdy: 3h37

podjazdy: 977m

kcal: 1315

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.



WARIANT B – błądzenie w lesie i dlaczego Adamczyk prawdę Ci powie, czyli Bike Orient w Górach Świętokrzyskich

Dzień jak co tydzień no, może co dwa / trzy: pobudka o 5.15, szybkie śniadanie, pakowanie i wyjazd ku północy. Docieramy o czasie i startujemy.

20180630_085222

Taki brak szacunku dla map!

Pierwszy zakręt (licentia poetica, tak naprawdę to był drugi zakręt) i pierwsze zaskoczenie: Agata w prawo, a ja w lewo. Na początek czeka mnie jazda pod wiatr, ale lasów nie będzie brakować. Postanawiam jak najszybciej przedostać się zachodnią stroną mapy ku północy, a punkty centralne zbierać podczas powrotu.

Zaczynam od sędziwego dębu (PK 15), atakując od zielonego szlaku. Zjeżdżając z niego nieoznaczoną na mapie drogą docieram do potoku trochę poniżej punktu i podjeżdżam właściwą ścieżką. Po sprawdzeniu wcześniejszej grupy sędziwych dębów w towarzystwie kilku innych zawodników, docieram do właściwego, rosnącego tuż przy ścieżce.

20180630_124552

Zielony rowerowy

Potem na szagę na północ z powrotem do drogi i drogami do nr 4. Wał okazuje się niezbyt okazały, a dróg jest nieco więcej niż na mapie i trochę błądzę niezaznaczoną poprzeczną ścieżką, ale w końcu pomagają szczęśliwi znalazcy punktu. Następnie z Romkiem i Jarkiem lecimy przez pole prosto do asfaltu, po drodze pokonując również podwórko – na szczęście brama jest otwarta, a psy zamknięte, mogliśmy więc sobie pozwolić na spokojny spacer.

20180630_122430

Na asfalcie chłopaki w prawo – coś szybko stęsknili się za bufetem 😉  – a ja w lewo – na PK 30 od południowego wschodu. Przecinka zarosła, a ścieżki średnio przejezdne, ale brzeg torfowiska bardzo ładny. Następnie objeżdżam żwirownię i jeziorko do asfaltu, którym kieruję się na północ.

Do PK 29 wybieram wariant kontrowersyjny – nieistniejącą na mapie drogą docieram do przecinki, która na mapie jest, ale w terenie to już długo nie potrwa. Da się, ale w większości pieszo :(. Spacer na szczęście w towarzystwie, więc się nie nudzi. Punkt jest, teraz długi asfaltowy przelot do PK 28.

20180630_112555

Uwaga na kury! 😉

Po drodze na skrzyżowaniu widzę dobrą „białą” drogę, którą postanawiam pojechać na PK 23, ale oczywiście po drodze ze skansenu włącza się fantazja i jadę skrótem – niby piachu mało, droga dobra, ale jak się orientuję po odległości, niestety nie do końca zgodna z mapą. W efekcie zjeżdżam w środek lasu i próbuję się ogarnąć motając się tam i z powrotem po paru ścieżkach. To kosztuje mnie nieco czasu, bo chwilę trwa zanim zorientuję się w terenie i wreszcie nieprzejezdną przecinką docieram w okolice punktu. Cóż, można było łatwiej i pewnie jakieś 20/30 minut szybciej… Tutaj rozwiały się moje może trochę na wyrost nadzieje na komplet lub coś blisko niego. Jakby nie było, dół 😉

20180630_115858

A ostrzegali że przecinki nieprzejezdne… 😉

Dalej jest na szczęście znacznie łatwiej – na brzegu rzeki (PK 25) spotykam Grzesia, za którym dreptam przez rzekę z rowerem na ramieniu i lecę dalej po półpiachu na PK 22.

Następnie przelot głównie asfaltem przez PK 24 na skarpę (PK 26) – dojazd na punkt fajnym singlem po czerwonym szlaku. Później wracam do mostu i PK 21 bez historii – co prawda ścieżka od wsi zarosła, ale alternatywny dojazd niewiele dłuższy i bez pudła. Teraz czas na koniec przecinki (PK 27), który szybko łapię na szczęście nie wybierając przecinki (o której po rajdzie od naocznych świadków usłyszę, że jej w zasadzie nie było ;-)), ale równoległą drogę.

20180630_130015

W stronę punktów nad Krasną postanawiam dojechać od czerwonego szlaku, więc cisnę pod górę ścieżką do Kamiennej woli. Właśnie zaczęło mocno padać, więc krótki popas pod bukami – trochę kalorii + analiza, jak rozwiązać dylemat rezerwatu między PK 17 i PK 1 + przebranie skarpetek na cieplejsze, bo mokre stopy zaczęły marznąć. Kiedyś nie bardzo wierzyłem w wodoszczelne skarpetki, szczególnie, że drogie toto, ale po kilku deszczach zmieniłem zdanie 🙂

Pada jakby mniej i czasu szkoda, więc lecę dalej. Na PK 19 i PK 2 docieram bez pudła, bo drogi w tej okolicy jakoś lepiej zgadzają się z mapą niż dotychczas, albo to ja robię mniej błędów ;). Przy PK 18 z radością witam liczne ślady działalności bobrów i rzekę tam i z powrotem pokonuję mniej więcej suchą stopą, korzystając z jednego z obalonych drzew. Następnie po szlaku jadę do PK 20, gdzie spotykam Ewę i Jarka i gdzie uzasadnienie znajduje tytuł relacji, bo Jarek przestrzega mnie przed krzyżem (PK 6). O tym, czy posłuchałem mądrej rady, ekhm, później.

20180630_142700

Z Krasnej przez Gustawów docieram do PK 17, gdzie znowu spotykam Romka z Jarkiem i znowu oni w swoją stronę, ja w swoją. Wracam do Krasnej na most i stąd prosto na bufet. Przerwa króciutka, banan, parę ciastek, woda do bidonu i lecę. Właśnie zaczyna mocniej wiać i lać, żal nie jechać 😉 Asfaltem objeżdżam rezerwat i bez większych problemów trafiam na PK 3. Szkoda, że nie wygodnym dojazdem, którego brak na mapie, a który widzę już po dotarciu do punktu piechotą wzdłuż rowu…

Później asfaltami do PK 16, który znam jeszcze z Odysei Zagnańskiej 🙂 Tutaj krótka analiza pozostałego czasu – zostało niewiele ponad 2h, więc na dole trzeba sporo odpuścić. Zaczynam odpuszczanie nie najlepiej – od PK 14, który w perspektywie był łatwy – trudno pobłądzić, tym bardziej, że okolicę dobrze znałem z Odysei. Liczyłem na więcej na dole, ale o tym za chwilę.

20180630_115611

Jak nie piasek, to błoto…

Uderzam więc asfaltami do imiennika (PK 5), a następnie długim asfaltowym podjazdem i krótkim leśnym zjazdem do źródeł. Szybko znajduję właściwe z PK 8 i ścieżką wzdłuż szlaków wracam w końcu na drogę. Tutaj niestety następuje mały fakap z użyciem, a w zasadzie nieużyciem kompasu, bo na fali entuzjazmu skręcam na wysokości właściwej przecinki w niewłaściwą drogę, która wyprowadza mnie jakieś pół kilometra za bardzo na wschód. W lesie dużo krążę, czas mija błyskawicznie, i ostatecznie wyjeżdżam z powrotem na drogę mocno zarośniętą ścieżką z poczuciem porażki ale za to bez punktu. Afera z krzyżem kosztowała mnie jakieś 40 minut, a można było w tym czasie łyknąć dziesiątkę i siódemkę. Tak to jest, jak Adamczyk nie słucha Adamczyka 😀

20180630_123907

Cóż, pozostało niecałe pół godziny, więc napieram pod górę na PK 11, a potem do asfaltu i w kierunku PK 7. Niestety zapomniałem, że start był lekko opóźniony, więc na skrzyżowaniu decyduję odpuścić i wracać na metę. Tutaj po raz kolejny spotykam się z doganiającymi mnie Jarkiem i Romkiem i tuż za ich plecami docieram na metę.

Pozostaje lekki niedosyt, bo kilka punktów więcej było do wzięcia, ale w sumie dobrze spędzona sobota w ładnej okolicy ze szczególnie urokliwymi rzecznymi zakolami i brodami. Pogoda może nie rozpieszczała, ale deszcze były krótkie, więc też na plus. Podziękowania za kolejną fajną edycję Bike Orient! 🙂

strava

dane wyjazdu:

STRAVA

dystans: 118,50km

czas całkowity: 9h29

podjazdy: 1346m

 

Morderczy Mordownik w Chochołowie

Klasyka RJnO czyli kolejny Mordownik. Tym razem będzie naprawdę ciężko, bo terenem rozgrywania zawodów jest Podhale, a konkretnie Chochołów.

mordownik.PNGTermin: 09.09.2017

Miejsce: Chochołów, Szkoła Podstawowa im. Powstańców Chochołowskich

Trasy: rowerowe 130km i 50km (+piesze)

Parametry tras:

TR130km (Zaliczana do Pucharu Polski w Rowerowych Maratonach na Orientację)

    1. Scorelauf – Dowolność zaliczania Punktów Kontrolnych („PK”)
    2. Limit czasowy 12 godzin (może ulec zmianie)
    3. Obowiązkowa apteczka (środki opatrunkowe, przeciwbólowe, bandaż elastyczny, folia termoizolacyjna NRC), długopis, oświetlenie.
    4. Warunkiem organizacji trasy rowerowej jest zgłoszenie się co najmniej 20 uczestników i uczestniczek do dnia 5 września.

TR50km

  1. Start wspólny masowy
  2. Scorelauf – dowolność zaliczania Punktów Kontrolnych („PK”)
  3. Limit czasowy 12 godzin (może ulec zmianie)

Start:

  • TR130km – g. 8:00 (odprawa 30 min. wcześniej)
  • TR50km – g. 10:00 (odprawa 30 min. wcześniej).

Opłata:

  • 85 PLN (110 zł po 27 sierpnia)
  • Dla osób do 18 roku życia oraz osób po 60 – 60 PLN (85 zł po 27 sierpnia)
  • Dla osób z gminy Czarny Dunajec – 60 PLN (85 zł po 27 sierpnia)

Strona organizatora >>>

Zgłoszenia>>>

Regulamin>>>